|
Ostatnio pojawia się w prasie coraz więcej artykułów na temat obecnych oraz przyszłych problemów finansowych ZUS-u.
Wszystkie stacje telewizyjne emitują programy związane z problematyką niewydolności ZUS-u i problemami Polaków w wieku emerytalnym. Wielu młodych ludzi wyjechało i wyjeżdża za granicę. Wielu z nich zostanie tam na stałe, niektórzy wrócą do kraju po jakimś czasie, mniej lub bardziej "ustawieni" finansowo. Decydują się na wyjazd najczęściej ze względów ekonomicznych i z powodu braku bezpieczeństwa finansowego, z powodu braku gwarancji spokojnego i godnego życia w bliższej lub dalszej przyszłości, na emeryturze. Wielkimi krokami zbliża się w naszym kraju niż demograficzny. Dzisiaj na jednego emeryta pracuje czterech czynnych zawodowo Polaków, około roku 2050 każdy pracujący Polak będzie musiał "utrzymać" jednego emeryta. Emeryci żyją coraz dłużej. Teraz średnia życia mężczyzn to ponad 70 lat, a kobiet ponad 79 lat. Dzisiaj do emerytur państwo musi dopłacać ponad 20 mld zł rocznie, prawdziwy kryzys zacznie się ok. 2025 roku, gdzie w budżecie trzeba będzie znaleźć ok. 100 mld zł.
Jedynym rozwiązaniem problemu będzie podniesienie składek na ZUS lub wydłużenie okresu czynności zawodowej również dla kobiet, jak i mężczyzn do 67, a może nawet do 70 lat. To nie wróżenie lecz naga prawda. W kasie państwowej brakuje pieniędzy. Takiego zabiegu dokonano już w Niemczech, w kraju "mlekiem i miodem płynącym". Niemcy, kraj o wiele bogatszy od Polski, wprowadzili reformę emerytalną też z jednej tylko przyczyny - w kasie państwowej zaczyna brakować pieniędzy na emerytury. Jednym z rozwiązań problemu braku pieniędzy na emeryturze jest wzięcie swego losu we własne ręce i w końcu nieliczenie na jałmużnę od państwa w postaci zasiłku głodowego nazywanego dumnie emeryturą. Po zmianach ustrojowych w naszym kraju (1989/90) mieliśmy wszyscy nadzieję, że też będziemy żyli w przyszłości jako całe społeczeństwo na wysokim poziomie, że też nasi emeryci będą tak jak emeryci niemieccy jeździli po całym świecie i zwiedzali jego najdalsze zakątki, mieszkając w najdroższych hotelach i żywiąc się w takich samych restauracjach. I na to miało nas być stać z emerytury. Od ok. 15 lat mamy w Polsce możliwość zabezpieczenia swojej przyszłości poprzez zainwestowanie pieniędzy w ubezpieczenie, z którego będziemy korzystali po zakończeniu okresu opłacania składek.
Obecnie (od 1999 roku) nazywa się to III filar. Czy trzeci, czy czwarty - nie ma to najmniejszego znaczenia, ważne jest, aby każdy Polak, czy młody, czy w średnim wieku zdał sobie sprawę z tego, że pieniądze, które otrzymamy od ZUS-u jako emeryturę będą naprawdę znikome lub prawie żadne. Wspomniani przeze mnie Niemcy, dzisiejsi emeryci jeżdżący po świecie, mieli tę możliwość wiele lat temu, w latach 50., 60., czy 70. XX wieku, aby rozpocząć budowanie kapitału zabezpieczającego ich byt w okresie starości. Można powiedzieć, że jako naród byli oni zawsze bogatsi od nas, więcej zarabiali itd., co jest oczywiście prawdą, ale kraj ten również po II wojnie światowej był zniszczony, ludzie żyli skromnie i też nieraz w latach 50., czy 60. podejmowali decyzje o nabyciu polisy ubezpieczeniowej, rezygnując z czegoś innego. Wielu z nich podejmowało tę "bolesną" wtedy dla nich decyzję, ponieważ rozumieli, że to jest jedyna droga do godnego życia w przyszłości. Dzisiaj otrzymują oni swoje emerytury od państwa, za które w wielu przypadkach nie mogliby przeżyć, ale z pomocą przychodzą prywatne towarzystwa ubezpieczeniowe, które przez wiele lat zbierały często drobne składki od swoich klientów, pomnażały je, a dzisiaj wypłacają im co miesiąc renty, nieraz o wiele większe od emerytur państwowych. Dzisiaj życie polskiego emeryta bardzo się różni od życia emeryta niemieckiego, austriackiego czy holenderskiego, ale czy ta różnica musi być jeszcze większa za 20 czy 30 lat? Marek Zieleniewski Dyrektor Krajowy OVB Allfinanz, Wrocław
* Tekst opracowany w oparciu o portal http://www.gu.com.pl |